Uboga wdowa – duchowy edukator wszechczasów

Jezus usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.
Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».

Fragment Ewangelii: Mk 12, 41-44

Rozważanie:

Słowo „wdowa” ma w Piśmie świętym specyficzne znaczenie. Nie określa ono tylko kobiety, której umarł mąż. To pojęcie jest o wiele bardziej precyzyjne. Bycie wdową nie mówiło wyłącznie o częstym odwiedzaniu cmentarza, lecz o wyjątkowej sytuacji społecznej. Wdowa z powodu śmierci swojego męża wyłamywała się ze standardowej struktury, gdzie kobieta pozostawała pod władzą mężczyzny. Powodowało to, że wdowy były odpowiedzialne tylko za siebie. Nikt „nie stał nad nimi” i nie dyktował im, co mają robić. Brzmi to dobrze, ale niestety pociągało materialne konsekwencje. Takie kobiety pozostawały bez finansowej opieki. Według prawa z Asyrii Środkowej, kobieta, której mąż i teść nie żyli, a na dodatek nie miała syna, który mógłby się nią zaopiekować, otrzymywała dokument, który pozwalał jej działać we własnym imieniu. Łamało to totalnie schemat. Ten dokument dawał jej prawo uczestniczenia w życiu publicznym, z którego reszta kobiet była wykluczona.

Jak słychać, trochę było w tym plusów (szczególnie z naszego „wyzwolonego punktu widzenia”), ale niestety powodowało „niepewność jutra”. Właśnie w takiej sytuacji była opisywana przez Ewangelię wdowa.

Jedyne, co ją ratowało  to fakt, że Izraelici wierzyli, że Jahwe jest pierwszym obrońcą wdów. Z tego powodu oczekiwano, że każdy Żyd będzie traktował je sprawiedliwie. Prorocy zresztą wielokrotnie przypominali, że troska nad wdowami, sierotami i cudzoziemcami  jest oznaką moralnego poziomu Ludu Wybranego.

Co to wszystko mówi nam o dzisiejszej Ewangelii? Wbrew pozorom bardzo wiele. Gdy wiemy w jakiej „kondycji materialnej i psychicznej” była wdowa, od razu inaczej patrzymy na jej „jeden grosz”.

Nie mówimy wtedy, że dobrze, że i to rzuciła. W końcu, „grosz do grosza i będzie pół kosza”. Oceniamy jej ofiarę nie w kategoriach ilości, lecz jakości. Ona nie uczy nas ile mamy rzucać, tylko co mamy myśleć, gdy składamy ofiarę. To jest o wiele trudniejsze do przerobienia niż sięgnięcie „głębiej” do portfela.

Składanie dużych datków na Kościół nie rozwiązuje przecież Jego problemów. Może trochę „podreperuje” Jego budżet, pozwoli wybudować jakąś ładną świątynię, ale nie uformuje naszego myślenia i nie da odczuć, na czym polega dobrze rozumiane, piąte przykazanie kościelne. Jak dobrze wiemy, brzmi ono: „Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”.

Co więc ono oznacza? Przede wszystkim, zachęca do tego, by być Kościołem w pełnym tego słowa znaczeniu, czyli obserwować wszystko „od środka” a nie z zewnątrz. Aby być dobrymi katolikami powinniśmy utożsamiać się ze Wspólnotą wierzących.

Nie możemy twierdzić, że problemy Kościoła, to problemy hierarchii kościelnej. Nie, nie i jeszcze raz nie! Uboga wdowa jest tego przykładem. Gdyby tak jak bogacze wrzuciła z tego, co jej zbywa, nie powierzyłaby swojego życia Bogu. Dalej żyłaby swoim życiem, a do świątyni tylko przychodziła na modlitwy. Od momentu, gdy wrzuciła „całe swoje utrzymanie”, powiedziała Bogu: „Ty jesteś moim jedynym utrzymaniem!”.

Do tego właśnie zachęca nas piąte przykazanie kościelne. Nie do tego, by opróżnić swoje konta i zrobić duże przelewy na parafialne konta, lecz by oddać całych siebie na służbę Kościołowi. Do tego wcale nie trzeba przywdziewać sutanny ani zakonnego habitu. Mamy powiązać swoje życie z życiem wspólnoty Kościoła, czyli stać się Jego częścią.

Gdy to się stanie, powiedzą nam o tym ludzie. Będę nas komentowali: „ale ty jesteś „kościółkowy” albo „ale z ciebie radykalny katol”.

W praktyce, bycie Kościołem, oznacza systematyczną modlitwę za Jego sprawy i o sam Kościół. Ponadto idzie za tym poznawanie oficjalnego nauczania i próba zrozumienia go. Nie można ograniczyć się tylko do ślepego podążania za „pustymi hasłami”. Troska o potrzeby Kościoła to oddanie serca, czyli swoich emocji. Gdy nas nie boli, gdy obrażają naszą Wspólnotę, to znaczy, że nie uważamy się za jej część…

Dlatego powierzmy Kościołowi swoje umiejętności i chciejmy iść z Nim krok w krok. Po prostu Go pokochajmy…

x. P.Ś.