Prosto o Prologu Ewangelii według św. Jana

 

Bóg. Ten, który jest, od zawsze mówi słowo: „Kocham”. Ono jest dla Niego najbardziej twórcze i najtrafniej wyraża to, Kim jest. Gdy czytamy Prolog Ewangelii według świętego Jana, to mamy wrażenie, że jest to tekst filozoficzny. Pojawia się odczucie, że Autor natchniony zbyt bardzo atomizuje rzeczywistość Słowa. Czy nie wystarczyłoby po prostu powiedzieć, że Słowo Boże jest bardzo ważne i oddałoby się sens tego fragmentu? Po co tak długie „mielenie” tematu?

Wbrew pozorom analiza Prologu jest nam bardzo potrzebna. W trakcie wgłębiania się w tekst, mamy okazję przemyśleć, co oznacza dla nas pojęcie „Słowo”. „Wałkowanie go od różnych stron” pozwala nam zatrzymać się przy jego różnych aspektach, odsłonach, cieniach, smakach itd. Itd.

Prolog Ewangelii według świętego Jana jest dla nas kolejną zachętą do pobożniejszego czytania Słowa Bożego. Niepolegającego tylko na tym, by wziąć do ręki Pismo święte, bezrefleksyjnie przeczytać i odłożyć z powrotem na półkę. Kontakt z Biblią domaga się wytężonej uwagi. Na czym ona polega?

Przede wszystkim trzeba nam czytać Słowo Boże powoli. Nic co ważne nie przychodzi przecież szybko. Musimy uspokoić nasze „rozszalałe życie” i potraktować moment zgłębiania Słowa bardzo poważnie. Nic w tej chwili nie powinno istnieć. Jesteśmy tylko my i Bóg. Wtedy mogą zdarzyć się cuda. Bóg będzie obierał nas jak cebulę. Po woli, warstwa po warstwie będzie ściągał z nas blokady, które zamykają nas na Niego.

Często słyszy się u chrześcijan zarzut: „ja wcale nie czuję Pana Boga”. Tylko jak my Go możemy czuć, jak nasze serca bywają szczelnie zamknięte, a na naszych rękach są grube rękawiczki „własnych spraw”, „popularnych w społeczeństwie poglądów” czy „nieustannego narzekania”. Kiedy nasze serca oddane są sprawom, które zdecydowanie nie podobają się Bogu, nasz zmysł odczuwania „boskiego dotyku” jest całkowicie znieczulony. On nas dotyka, a nas to wcale „nie rusza”. Smutne, ale niejednokrotnie prawdziwe…

Aby powrócić do stanu „nadstawionych uszu na wolę Bożą”, sięgajmy częściej i „intensywniej” po Słowo Boże. Ono będzie opiniować nasze postawy, jak i całe wnętrze.

Powróćmy do ważnej cechy Prologu Ewangelii wg. św. Jana. Ta pozorna, zbytnia „atomizacja tematu Słowa” jest kierunkiem, w który powinniśmy się udać. Uczą tego różne szkoły duchowości. Na szczęście katolicka Tradycja „dorobiła się” wielu sposobów rozważania Pisma świętego. Wspólnym mianownikiem tych „metod” jest uczciwe spotkanie się z natchnionym tekstem. Aby do tego doszło, można wymienić kilka reguł:

– powolne czytanie Pisma świętego. Słowo po słowie rozważamy tekst.

– przepisywanie tekstu Biblii. Dzięki tej prostej technice mamy okazję zatrzymać uwagę na poszczególnych słowach

– czytanie Słowa Bożego po cichu na osobności – dzięki temu do naszych uszu dochodzą różne treści, do których być może zbyt bardzo się przyzwyczailiśmy.

– na koniec, bo można by było wymieniać i wymieniać, warto zadać sobie pytania do tekstu. One zawsze ożywią litery i sprawią, że nie będą tylko zbieraniną literek, a staną się czymś, co dotyka naszego serca. Zgodnie ze słowami Prologu, że w nim jest życie, które ma moc oświecić człowieka.

Aby motywować się do wnikliwszego słuchania i czytania Słowa Bożego, przypominajmy sobie słowa Ewangelii św. Jana: „bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Te słowa otwierają oczy. Zadają kłam twierdzeniu, że bez Boga sobie poradzimy. To hasło stało się niestety dla wielu ludzi hasłem programowym. Skutki widać „gołym okiem”.

Święty Jan widział to już za swoich czasów, dlatego napisał: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał”. Oby te słowa nie realizowały się w naszym życiu. Nie idźmy za większością, tylko niech każdy nasz krok będzie wyważony. Bądźmy mądrymi ludźmi dzięki Słowu Bożemu…

x. P.Ś.