Kazanie pasyjne o nadziei (cz. 2) - Ewangelizuj.pl - Ewangelizuj.pl
Ad
Ad

Ad
Ad
 
Ad


 

W naszym kolejnym, pasyjnym rozważaniu, dalej chcemy zgłębiać temat nadziei. Wychodzimy bowiem z założenia, że Ten, który dobrowolnie zdecydował się na taką straszną śmierć, jest najlepszym nauczycielem nadziei. W końcu to nie słowa, lecz przykłady pociągają. Dzisiaj także scenerią naszych rozważań będzie Ogród Oliwny. W nim doszło do niesamowitej rozmowy. Wydaje mi się, i nie popadam tutaj w żadną przesadę, że niewielu z nas byłoby w stanie wypowiedzieć tego typu słowa. Jezus, który po modlitwie wyszedł naprzeciw Judasza- zdrajcy, wykazał się trudną do pojęcia nadzieją. Zamiast wyzwać czy poniżyć nieuczciwego ucznia, zadaje mu pytanie: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”. Nie jest to oczywiście próba dowiedzenia się czegokolwiek. Jezus wiedział „co się święci”. To pytanie miało zupełnie inny charakter. Chrystus chciał poprzez to pytanie dać kolejną szansę Judaszowi. Nie wypowiedział tego bezpośrednio, ponieważ wiedział, że nie przyniosłoby to żadnego rezultatu. Wolał więc z wielką delikatnością zaproponować Judaszowi rozmyślanie. Po pierwsze, nazwał go przyjacielem, przez co zachęcił do rozważenia łączącej ich relacji, a po drugie, poprzez ukrycie oczywistych zdradzieckich zamiarów, chciał, by ten przeanalizował, co tak naprawdę robi. Chociaż jest to dramatyczne zdarzenie, piękne opowiada o jezusowej nadziei w człowieka. Taki właśnie był Zbawiciel. Do końca wierzył w ludzi. Był pewien, że jeśli ktoś chce, to może się nawrócić, czyli wycofać się z błędnej drogi. Odnoszę wrażenie, że coś wtedy w Judaszu pękło. Nie potrafił tego wyrazić od razu, ponieważ słowa Jezusa go zaskoczyły, ale potem jego nawrócenie wyszło na jaw. Słyszymy o tym w dalszej części Ewangelii Mateusza. Padają tam takie słowa: „Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”. Lecz oni odparli: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa”.

Niestety Judasz źle to opamiętanie przeżył i powiesił się. Niemniej, otrzymał swoją szansę. Podobnie z nas Bóg nigdy nie rezygnuje. Do ostatniego tchnienia pokazuje nam, że walczy z zaciekłością lwa o nasze serce. Bóg wychodzi z założenia, które wypowiedział jeden z myślicieli: Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei – może to jedyne, co mu pozostało”. To ciekawe, że Chrystus obdarzył nią nawet Judasza, czyli tego, który w chrześcijaństwie jest ikoną fałszu i nieprawości. Ilu to teologów umiejscowiło go w piekle i przekreśliło? Warto brać tutaj przykład z Jezusa i nie dopuszczać do swoich myśli rezygnacji z drugiego człowieka. Jak to stwierdził współczesny pisarz, Paweł Cwynar: „ Jeśli stracisz wszystko to nic, a jeśli nadzieję to wszystko…

Po zdradzieckim pocałunku doszło do kolejnego, interesującego stwierdzenia Jezusa. Gdy jeden z jego uczniów odciął ucho słudze najwyższego kapłana, skomentował: „Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?”. Te słowa naprawdę otwierają oczy. Chociaż pozornie wyglądało na to, że Jezus jest w potrzasku, On w pełni kontrolował sytuację. Skąd w Nim była taka pewność siebie? Odpowiedzią jest kolejny raz nadzieja. On miał nadzieję położoną w Tym, który jest wszechmogący, więc nikt nie był w stanie zaburzyć Jego spokoju. On opierał się na proroctwach, a nie na jakichś byle jakich ludzkich przesłankach… Zresztą kolejne słowa są tego dopełnieniem. Zbawiciel poniekąd ośmieszył tych, którzy Go napadli. Wyraził swoje zdziwienie, że jest łapany w takich okolicznościach, skoro tak wiele razy przemawiał publicznie i dawał okazję do tego, by Go bez problemu schwytać.

Co nam pokazuje to jezusowe rozważanie? Przede wszystkim dowartościowuje nasze dobre działania i pokazuje, że są one częścią czegoś wielkiego – planu samego Pana Boga. Jedyne co więc nam pozostaje, to nie tyle analizowanie, czy coś ma sens, tylko uczciwe zapytanie siebie, czy jest to zgodne z wolą Bożą. Jeśli jest, to na pewno warto się tego trzymać. Nawet jeśli wyglądałoby to na sprawę zdecydowanie przegraną, podobnie jak schwytanie Jezusa przez uzbrojonych po zęby żołnierzy.

W końcu w nadziei nie chodzi tylko o owoce konkretnego działania, ale przede wszystkim o to, czy ono ma w sobie jakiś głębszy sens. Dla przykładu, nie jest istotne, jak zakończy się wychowanie Twojego dziecka. Nie tylko Ty masz przecież na niego wpływ. Nadzieja jest jednak Tobie potrzebna to tego, by wiedzieć, że wychowanie jest wartością samą w sobie i warto się jego podjąć, bez względu na to, ile wysiłku to będzie kosztowało. Mądrze nazwał to Vaclav Havel, który stwierdził, że „nadzieja to nie tyle przekonanie, że coś dobrze się skończy, ile pewność, że coś ma sens bez względu na to, jak się skończy”. Nie jest to proste do zrozumienia, ponieważ swój wysiłek chcielibyśmy wkładać tylko w to, co ma szanse na happy end. Szczęśliwe zakończenia za czasu ziemskiego życia, nie są niestety zawsze możliwe. Może jednak podnieść na duchu fakt, że nasza praca zasiała jakieś ziarno, które gdzieś kiełkuje. Pomimo tego, że my nie zobaczymy jej owocowania, inni ucieszą się tego dobrym smakiem. A warto przecież pracować dla kolejnych pokoleń. W nich jest przecież przyszłość. Jak to śpiewamy w Apelu jasnogórskim: „Już dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne tysiąc lat”.

Na koniec „ogrójcowych wydarzeń”, przyjrzyjmy się temu, co zapisuje o Ogrójcu św. Jan. Opisuje On bardzo dziwne zdarzenie. Jan ukazał Zbawiciela jako typowego herosa z filmu. Jezus wyszedł naprzeciw żołnierzy i pewny siebie zapytał: Kogo szukacie? Pomimo tego, że był pomiędzy nimi Judasz, który mógł ich naprowadzić, powiedzieli: „Jezusa z Nazaretu”. Na to Chrystus bez wahania odpowiedział: „Ja jestem”. To przyznanie się było dla nich tak piorunujące, że aż cofnęli się i padli na ziemię. Taka jest właśnie reakcja ludzi, gdy widzą kogoś, kto ma nadzieję. Są przerażeni tym, że być może ma coś w zanadrzu. Nie widzą argumentów za tym, żeby się przyznać w takiej sytuacji, więc aż padają z wrażenia.

Ta scena powinna być dla nas zachętą do tego, by mieć nadzieję. A jej w świecie zdecydowanie brakuje. Nauki psychologiczne i doświadczalne, uczą nas wyciągać wnioski i przez to podcinają skrzydła nadziei. Uczą nas przewidywać efekty na podstawie tego co widzimy. Jako wierzący jesteśmy jednak zaproszeni do czegoś więcej. My mamy mieć zakotwiczoną nadzieję w samym Panu Bogu. Jeśli tak zrobimy, to zaczniemy dziwić innych w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A z takiego zadziwienia mogą wyniknąć piękne rzeczy. Na przykład powstanie nowej nadziei u kogoś, kto będzie obserwował naszą nadzieję. Amen

Ks. Piotr Śliżewski

Facebooktwittergoogle_plus

Komentarze

Co myślą inni?

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentrzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
 

Ad
Ad

Social Media

Newsletter

Kontakt

ks. Piotr Śliżewski

ewangelizuj@gmail.com

Ewangelizacja - Ewangelia
na dziś
Ewangelizuj.pl